I think I might be losing my mind.

poniedziałek, 27 lipca 2015

Książkowe postanowienia sierpniowe.

Edytuj post 9 komentarzy
     Za kilka dni sierpień, ja już jestem wyczerpana odpoczywaniem. Moje wakacje w tym roku trwają od połowy maja aż do października. Nie powinnam narzekać, czuję że pierwszy rok na studiach da mi popalić, szczególnie że dostałam się na psychologię stosowaną.
     Wracając do tematu. W liceum uczęszczałam do klasy z rozszerzonym językiem polskim, co wiązało się z dużą ilością lektur do przeczytania. W większości były to książki polskich autorów, niekoniecznie dobre, ale jak mus to mus.
     Trzy poprzednie posty na blogu wiązały się bezpośrednio z filmami. Dlatego teraz, postanowiłam nadrobić książkowe zaległości. Stworzyłam listę książek do przeczytania na sierpień, wybrałam książki zagranicznych autorów.
Fiodor Dostojewski "Bracia Karamazow
George Orwell "Rok 1984"
Lew Tołstoj "Anna Karenina"
Harper Lee "Zabić drozda"
Mary Shelley "Frankenstein"
Sylwia Plath "Szklany klosz"
Kurt Vonnegut "Rzeźnia numer pięć"


     Mam wielką nadzieję, że podołam temu zadaniu. Bracia Karamazow już leżą na moim biurku, czekając aż wezmę ich do ręki. W drugiej klasie liceum przeczytałam Zbrodnię i karę i tak bardzo mi się spodobała, że przysięgłam sobie przeczytać jeszcze jakąś powieść Dostojewskiego. W bibliotece półka z powieściami tego Rosjanina nie była pełna. Może następnym razem zdołam wypożyczyć "Idiotę". Jeśli nie przeczytam tych książek, będę zawiedziona :) Podobnie jak nie lubię się spóźniać, tak i nie lubię nie osiągać postawionych sobie samej celów. Szczególnie, jeśli te cele są na wyciągnięcie ręki. Wystarczy wyłączyć laptopa i sięgnąć po książkę :]

a Wy, co ostatnio czytaliście?

wtorek, 7 lipca 2015

Le fabuleux destin d'Amélie Poulain

Edytuj post 11 komentarzy
Uciekając od tematyki filmowej postanowiłam zahaczyć o moją ukochaną Amelię Poulain. Podejrzewam, że pokochało ją wiele osób. Jest to według mnie bardzo kreatywna komedia pozbawiona wulgarnych żartów, które tak często pojawiają się w najnowszych produkcjach. Cała historia osadzona jest w Paryżu, w dzielnicy Montmartre.
Kiedy matura została zdana i zaczęły się najdłuższe wakacje mojego życia, poleciałam do Francji. Zwiedziłam najpopularniejsze paryskie zabytki, a kiedy dotarłam do Bazyliki Sacre-Coeur, która znajduje się właśnie w dzielnicy Montmartre, nie mogłam przegapić okazji, by zajrzeć do kawiarni, w której pracowała filmowa Amelia. Minęło trochę czasu, zanim ją odnalazłyśmy. Montmartre to bardzo klimatyczna i artystyczna dzielnica. Wysokie budynki okalają wąskie uliczki z dwóch stron, ciężko jest się pośród nich odnaleźć. Szczególnie, że kawiarnia w filmie, wyglądała na dość dużą. W rzeczywistości, jest to niepozorna kafeteria, zatopiona pośród dziesiątek innych kawiarni.

Usiadłyśmy przy barze i zamówiłyśmy kawy. Byłam uzbrojona w aparat fotograficzny, który ciążył na moim ramieniu przez cały wyjazd. Wykonałam kilka szybkich zdjęć. Lokal był przepełniony, pomimo swojego dość obskurnego i niebyt zachęcającego wyglądu zewnętrznego. Ale z tą kawiarnią jest tak jak z człowiekiem. Nigdy nie oceniaj po pozorach. Dzięki Amelii ponura przestrzeń tętni życiem. Na sali mieszczą się dwa plakaty z uśmiechającą się tajemniczo Amelią. Jednak zapamiętałam sugestię pewnej użytkowniczki forum internetowego, która wspominała o konieczności odwiedzenia toalety. Dlatego po wypiciu kawy, niby od niechcenia weszłam do niewielkiego pomieszczenia potocznie nazywanego przez wszystkich "WCtem". Kiedy zobaczyłam ołtarzyk poświęcony Amelii zastanowiłam się... czy naprawdę jej miejsce jest w toalecie?

Plakat, kilka krasnali, lampa i filiżanka z mieszkania pana Collignona, no i oczywiście zdjęcia, które Amelia wysyłała swojemu ojcu. Oczywiście, czułam się trochę nieswojo, robiąc zdjęcia wystawie w toalecie, jednak jako turystka mogłam pozwolić sobie na takie zachowanie :]
To niesamowite doświadczenie, być w miejscu, które zna się tylko i wyłącznie z ekranu telewizora.

Czy oglądaliście Amelię?
Jeśli nie, koniecznie musicie nadrobić zaległości, a będąc przez przypadek w Paryżu odwiedzić tą niesamowitą, przepełnioną duchem Amelii kawiarnię :]

środa, 24 czerwca 2015

Krzyk

Edytuj post 6 komentarzy
     Kolejny post i znowu temat filmowy. Adres bloga zaczyna zupełnie odstawać od jego tematyki ale nie zamierzam przykładać do tego wielkiej wagi. Za bardzo lubię The Vaccines.
Sielanka niczym kadr z teledysku do "Fancy". 
Przez ostatnie trzy tygodnie telewizja postanowiła uprzyjemnić nam sobotnie wieczory filmami z serii Krzyk. Moja słabość do lat 90tych zrobiła swoje, dlatego pomimo faktu, że już wielokrotnie oglądałam filmy o Sidney Prescott, postanowiłam obejrzeć je jeszcze jeden raz. Jeśli ktoś z Was jeszcze nie widział tych filmów, uprzedzam ten post może okazać się jednym, wielkim spoilerem. Jednak wydaje mi się, że największym spoilerem jest to, że powstały cztery filmy z tej serii, a w każdym z nich główną bohaterką jest Sidney - cztery filmy, ponad cztery osoby, które pragną jej śmierci, a ona nieśmiertelnie trwa, niczym posąg bez uczuć. Bo jak wytłumaczyć fakt, że po tylu okrutnych morderstwach, po utracie tylu bliskich osób i z poczuciem ciągłej niepewności, bo przecież może pojawić się kolejny psychopata, chcący ją z jakiegoś powodu zamordować, Sidney ma się rewelacyjnie? Nie mam zielonego pojęcia. Zaznaczę, że gdybym ja bądź każdy inny znany mi człowiek był na jej miejscu, ześwirowałabym po pierwszym filmie z 1996 roku.
     Absurd goni kolejny absurd. Seria brutalnych morderstw, a jedynym policjantem, który się tak naprawdę interesuje czymkolwiek jest Dewey. Mordercy chytrze zaskakują każdorazowo ochroniarzy pilnujących Sidney (jeśli się takowi znajdą), a po ich śmierci dziewczyna nie dostaje kolejnej ochrony. Owszem,
w trzeciej części filmu pojawia się przystojny detektyw, w tej roli znany z Chirurgów - Patrick Dempsey, ale jego oddanie sprawie, pozostawię bez komentarza.
Bo w końcu i on dostaje w nos. Przeciętny widz zauważy, że każdy wbity w ofiarę nóż jest sztuczny, gra aktorów najbardziej w trzeciej części pozostawia wiele do życznia.
    Sama zaczęłam się zastanawiać dlaczego to oglądałam już kilka razy. Ciężko znaleźć mi odpowiedź na to pytanie. Odpowiedzialność przerzucę na lata 90te i na seryjnych morderców. Według definicji, seryjnym mordercą można nazwać osobę, która zabiła co najmniej trzy osoby, w różnym czasie. Ale nie znam żadnego seryjnego, który poprzez swoje przypadkowe zbrodnie dążył do zamordowania konkretnej osoby, jak to ma miejsce w Krzyku.
 
Oglądaliście "Krzyk"? Podobał się wam ten film?

sobota, 23 maja 2015

Tydzień z Benem Affleckiem.

Edytuj post 6 komentarzy
Nie wiem czy Ben Affleck jest dobrym tematem na pierwszy post po długiej nieobecności. Wiem jednakże, że jeśli nie zacznę pisać teraz, to już nigdy nie będę tego robić.

Ben Affleck. Podobno zalicza się do grona złych aktorów. Po obejrzeniu trzech filmów z jego udziałem stwierdzam, że jego umiejętności ani mnie nie zachwycają, ani też nie odrzucają. Jak na moje oko, jest takim typowym "american boyem" z piosenki Estelle. Nie trzeba polewać lukrem i obsypywać płatkami czekoladowymi, żeby był słodki. Po prostu słodycz wpisana jest w jego genotyp... a może to ja mam słabość do wysokich szatynów.

The Town to pierwszy z trzech obejrzanych przeze mnie filmów. Okazało się, że Ben nie tylko gra w nim główną rolę "bad boya" (dziewczynki kochają zbuntowanych) ale również jest jego reżyserem i współautorem scenariusza. Polski tytuł filmu to Miasto Złodziei, jak zwykle bardzo przewidywalny, bardzo polski tytuł. W całym filmie obserwujemy przemianę głównego bohatera. Według mnie równie istotnym aspektem jest kwestia pochodzenia i utartych przekonań. Przytoczę tu cytat z serialu Ranczo "Jaka marchew, taka nać, jaka córka taka mać". Więc jeśli twój ojciec był złodziejem, to ty też nim będziesz. Co więcej główny bohater musi zmagać się z odpowiedzialnością za swoje czyny. Aby zerwać ze swoją "brudną" przeszłością, musi poświęcić wiele cennych dla niego relacji. Umięśniony Affleck to dla mnie dodatkowy plus. Nie podobał mi się dobór aktorki, która grała kobiecą rolę główną. Była sztywniejsza od Bena. 
Jeśli o mnie chodzi. Nie wierzę w takie przemiany. Cała ta historia to jedna wielka ściema. 

Pearl Harbor. W skrócie film podzielony jest na dwie części. Pierwsza część to miłość, bo cała produkcja byłaby niczym bez takiego wątku. Skoro żołnierze amerykańscy przedstawieni są jako zadowoleni z życia młodzi, przystojni, wysportowani chłopcy, którzy całe dnie, oczekując na przystąpienie Ameryki do II Wojny Światowej, bawią się w najlepsze. Nie interesuję się historią. Może tak było. Kolejna część filmu to mordowanie. Zabijają się, zrzucają bomby, a co najciekawsze amerykańscy żołnierze nazywają japończyków "żółtkami". Co z poprawnością ja się pytam?! Oczywiście, to taki mały żarcik z mojej strony. Przeciez "nowoczesna" już wtenczas Ameryka, nadal uznawała niewolnictwo. Cały film przepełniony jest rasą kaukaską, na tym białym tle pojawia się jeden, dzielny czarnoskóry! Czyż to nie wymowne? Ocenę pozostawiam Wam. 
Wracając do Afflecka... właściwie niewiele mam w tej sprawie do powiedzenia. Skwituję to słowami, ja wiedziałam, że tak będzie

Gone Girl, czyli Zaginiona Dziewczyna. Jestem zachwycona kreacją tego filmu. Zbudowanie napięcia i manipulowanie odbiorcą, który ocenia bohaterów, tak jak mu reżyser zagra. Muszę przyznać, że sama się nabrałam. Poza tym pani Rosamund Pike, którą dotychczas utożsamiałam tylko i wyłącznie z jej rolą w Dumie u Uprzedzeniu, pokazała pazura! Już dawno, żaden film mi się tak nie podobał. Tak naprawdę, nie chcę za wiele pisać na ten temat, żeby nie uskuteczniać spoilerowania. 


Oglądaliście któryś z tych filmów, a może polecacie jakiś inny, w którym zagrał Ben Affleck?
Credits crazykira-resources | LeMex ShedYourSkin | ferretmalfoy masterjinn | colourlovers FallingIntoCreation